Trener księżniczki - rozdział VII

15 września 2000 roku
Master Training, Sztokholm
*Daniel*

Jak dwa miesiące temu siedzę za biurkiem recepcji w mojej siłowni. Za dziesięć minut wybije 18:00 i znowu zobaczę ją na żywo po ponad dwóch miesiącach. Miała być terapia, wyszło mi coś na kształt stalkingu. Victoria była miesiąc w Solliden, potem na Lazurowym Wybrzeżu i 27 sierpnia wróciła do pracy. Nie żebym śledził dokładnie co robi, ale nie moja wina, że mówią o niej w wiadomościach, a ja od momentu w którym ją spotkałem oglądam wszystkie możliwe wydania wiadomości. Jestem tylko jej trenerem, a ona moją klientką, księżniczką. Właśnie księżniczką, a ja na pewno nie jestem jej księciem. Przydługa grzywka wpada mi znowu w oczy, zaczesuję ją za ucho, powinienem chyba podciąć włosy. Treningi przekładała już dwa razy w tym miesiącu, mam nadzieję, że dzisiaj nic jej nie wypadło. Dzisiaj król świętuje 27 lat na tronie, a ja 27 urodziny. Ciekawe czy pamięta, pewnie nie. Nie rozmawialiśmy ze sobą od 14 lipca, to przecież trzy miesiące. Zegar wybija 18:00, a Victoria w za dużej wpada zdyszana do studio. Zupełnie jakby nie minęły te trzy miesiące bez treningów, wszystko jest tak jak dawniej.
- Witam Wasza Wysokość - mówię żartobliwym tonem.
- Hej dzisiaj się nie spóźniłam! - krzyczy radośnie od progu z radosnym błyskiem w oku. Chyba się za nią stęskniłem. - Ale korki, myślałam, że nie dojadę. - zaczyna swój monolog, rzucając sportową torbę na podłogę i zdejmując bluzę przez głowę.ja w tym czasie wychodzę zza biurka - ale stwierdziłam, że dzisiaj się nie spóźnię, w końcu są twoje urodziny, a ty pewnie masz plany. Mam coś dla ciebie. - schyla się w kierunku torby i przeszukuje ją wyjmując z niej tony rzeczy, w tym butelkę z filtrem. Nie wierze, ma ją nadal. To nic nie znaczy, ale i tak robi mi się ciepło na sercu, a na twarzy pojawia mi się szeroki uśmiech. Szeroki uśmiech, żeby tylko obawiam się, że szczerzę się jak głupi do sera. Naprawdę się za nią stęskniłem. Victoria podnosi na mnie wzrok
- Co tak patrzysz? Zaraz to znajdę, spokojnie! - wygrzebuje jeszcze kilka niepotrzebnych rzeczy i wreszcie wyjmuje małe pudełeczko
- Mam - krzyczy praktycznie rzucając mi się na szyję, mimowolnie mocną ją obejmuję i przyciskam do piersi. Nie odsuwa się, wręcz przeciwnie, przytula się do mnie mocniej. Możemy tak stać do końca świata.
- Wszystkie najlepszego - odchrząkuje po chwili, delikatnie odsuwa się ode mnie i daje buziaka w policzek. - To ode mnie. - uśmiecha się, nieśmiało. Jeszcze nigdy nie widziałem takiego uśmiechu na twarzy. Sięgam po paczuszkę i zaczynam ją otwierać.
- Nie, nie rób tego. Otworzysz jak będziesz sam. - powstrzymuje mnie dotykiem ręki. - a teraz bierzemy się do pracy. Pewnie chcesz skończyć szybciej - Łapie swoją torbę i szybkim krokiem zmierza w kierunku sali treningowej. Po raz pierwszy widzę ją w rozpuszczonych włosach. Wygląda pięknie.

*Victoria*

Chyba przesadziłam  tym prezentem, do tego rzuciłam mu się na szyję jak jakaś zakochana nastolatka. Mam nadzieję, że nic sobie nie pomyślał. Ciekawe czy ma jakieś plany na wieczór, moglibyśmy zamówić tutaj pizzę, czy coś. Nie no pewnie ma plany, Rzucam torbę treningową i zdejmuję z nadgarstka gumkę do włosów i związuje je w koński ogon. Szykowałam się na trening dwie godziny, dwie godziny. Naprawdę mi odbija. Z zamyslenia wybija mnie dzwięk muzyki. Daniel właśnie zdejmuje bluzę i idzie w moim keirunku.
- To jakie masz plany na wieczór? - pytam, aby zabić ciszę, niby gra muzyka, ale kiedy idzie w moim kierunku nie słyszę nic poza biciem swojego serca.
- Żadne. - odpowiada szybko.
- Jak to?
- Nie wiem czy zauważyłaś, ale mam wieczorny trening.
- Nie mów, że to przeze mnie? - momentalnie robi mi się przykro.
- Żartuję - dotyka mojego ramienia - Naprawdę. Będę świętował w weekend. Dzisiaj znajomi przynieśli tort do studio.
- Ooo to dobrze, zdenerwowałeś mnie. - patrzę prosto w jego oczy, a jego ręka zaciska się mocniej na  moim ramieniu. Już prawie zapomniałam o moim życzeniu urodzinowym, a ono chyba zaczyna się spełniać.
- Zaczynamy? - pyta nagle.
- Jasne. Moje mięśnie potrzebują trochę ruchu po tych trzech miesiącach. - spoglądam na Daniela, który rozkłada karimatę.
- Czyli zaplanowałem na dzisiaj dobre ćwiczenia. - uśmiecha się szeroko.
Trening jak zawsze jest ciężki, jednak dwie godziny mijają w okamgnieniu, a ja dosłownie padłam na matę do ćwiczeń.
- A ty jakie masz plany na wieczór? - pyta.
- Takie jak ty. - wyrywa mi się, zanim zorientuję się co mówię. - Znaczy żadne. - prostuje. - Miałam nadzieję, że zaproponujesz mi kawałek tortu.
- To nawet dobry pomysł. - spogląda na zegarek. - Ale nie tutaj. Jest jeszcze wcześnie, zapraszam do siebie. Mieszkam za rogiem.
Czy on właśnie mnie do siebie zaprosił?! Mam ochotę skakać z radości.
- Jasne. Tylko ostrzegam. SAPO będzie chciało sprawdzić teren.
- Nie ma sprawy. W końcu nie mam nic do ukrycia.
Kierujemy się w stronę wyjścia z sali treningowej. Daniel podaje klucze do mieszkania mojemu ochroniarzowi i idzie do swojego biura po tort.
- Obawiam się, że nie mam w domu nic do picia ani do jedzenia, oprócz tego tortu - krzyczy z biura.
- Nie ma sprawy. Możemy zrobić zakupy - odpowiadam. Naprawdę możemy je zrobić? Co ja wyprawiam, od pół udaje mi się w spokoju ćwiczyć, a teraz wychodzę z trenerem do jego mieszkania, na pieszo i po drodze chce skoczyć na zakupy. Wspaniały pomysł, brakuje tylko paprazzi.
- Naprawdę? - nawet nie wiem kiedy Daniel pojawił się za mną.
- Tak. - próbuję ukryć zdenerwowanie.
- No dobra. Trzymaj - podaje mi swoją czapkę z daszkiem. - Chyba nie chcesz, żeby ktoś cię rozpoznał.
- Dziękuję - uśmiecham się, naprawdę jestem mu wdzięczna.
Wychodzimy z Master Training. Daniel zamyka budynek, a potem zabiera moją torbę treningową i zakłada ją na ramię. Łapie mnie za rękę i prowadzi w kierunku supermarketu zaraz obok studio.
- To kiedy ostatni raz robiłaś zakupy? - uśmiecha się do mnie, nadal nie wypuszczając mojej ręki.
- Jakiś rok temu w San Francisco. - odpowiadam.
- Na co masz ochotę? - przepuszcza mnie w drzwiach, puszczając moją rękę. Wskazuje na wózki, a ja dochodzę do jednego z nich, uświadamiając sobie, że nie mam drobnych, aby go wziąć. Przecież księżniczce nie wypada brzęczeć groszakami, Daniel w tym czasie sięga do portfela, wyjmuje drobne i mi je podaje. Biorę wózek i znikamy między regałami.

Okazuje się, że stwierdzenie nie mam nic do jedzenia i picia, nie było wygórowane. Zapełniliśmy cztery ogromne siatki zakupami. Daniel mnie zaskoczył, kupił nawet popcorn, a wybierając płatki zachowywał się jak niezdecydowane dziecko, wreszcie to ja wrzuciłam do wózka swoje ulubione, najwyżej będzie się męczył. Teraz obładowani torbami  idziemy klatką schodową w kamienicy w której ma swoje mieszkanie. Spodziewałam się, że mieszka w jakimś mniejszym budynku. Wreszcie na drugim piętrze otwiera drzwi do swojego mieszkania, a raczej apartamentu. Jestem w dużym szoku. Z ogromnych okien rozciąga się widok na Ostermalm. Nie spodziewałam się czegoś takiego. Daniel mija mnie i szybkim krokiem przechodzi do kuchni.
- Zaskoczona?
- Naprawdę nie wiem co powiedzieć. - rozglądam się po całym mieszkaniu, jest pięknie urządzone, ciemne podłogi i jasne ściany - Od dawna tu mieszkasz?
- Od ponad czterech lat. To moje pierwsze mieszkanie od kiedy przeprowadziłem się do Sztokholmu. Wymagało wiele pracy, ale chyba się opłacało. Nie jest duże, ale dla jednej osoby wystarczy. Bierze torbę z zakupami z mojej ręki. - Tam jest sypialnia, a tutaj łazienka. Czuj się jak u siebie. - wskazuje na pomieszczenia. - Czego się napijesz?
- Wystarczy szklanka wody. Mogę ci jakoś pomóc?
- Możesz schować zakupy do lodówki. A późnej pokroić sałatę. - W tym czasie sam myje ręce i zabiera się za krojenie pomidora.
- Tak jest szefie - mówię salutując w powietrzu.
- Chyba mam żołnierza na pokładzie.
- Dokładnie mówiąc szeregową Bernadotte. Musiałam przejść szkolenie wojskowe.
- Nie zazdroszczę. Też służyłem w wojsku zanim przeniosłem się do Sztokholmu.
- Czym się zajmowałeś zanim otworzyliście studio?
- Pracowałem jako trener w domu starców przez prawie trzy lata na przedmieściach w Solnej. A późnej otworzyliśmy własny biznes i jakoś się to rozkręciło. - wyjmuje z szafki misę i wrzuca do niej pomidory.
- A ty jakie masz plany oprócz..?
- Rządzenia? - wtrącam.
- Tak, rządzenia. - śmiejemy się razem.
-Nic szczególnego, powinnam założyć rodzinę, urodzić co najmniej dwójkę dzieci. Najlepiej pierwszego chłopca, a mój mąż powinien być księciem.
- Pytałam, jakie są twoje plany, czego od życia chce Victoria? - jestem zaskoczona, tak naprawdę jeszcze nikt, nie zapytał mnie o to czego ja chcę.
- Nie mam pojęcia. nigdy o tym nie myślę.
- Naprawdę? Nigdy? To może z drugiej strony. Kim byś była gdybyś nie była księżniczką?
- To wiem! Pewnie pracowałabym ONZ albo innej organizacji na rzecz ochrony środowiska. A ty kim byś był?
- Nikim innym - odpowiada prosto.
Kończę kroić sałatę i sięgam po kukurydzę w puszcze. Otwierając ją zacinam sobie palec. Daniel reaguje szybciej ode mnie, obijając krwawiący palec jakimś skrawkiem materiału. Kiedy krew powoli przestaje cieknąć zdejmuje go i przygląda się ranie, delikatnie w nią dmuchając. Nasze oczy się spotykają, a świat zatrzymuje się w miejscu. Mimowolnie robię krok do przodu i spoglądam na jego lekko rozchylone wargi. Daniel lekko schyla głowę w moim kierunku. Zamykam oczy. Czuję jego oddech, momentalnie zasycha mi w ustach.  Ta chwila trwa wiecznie.
- Będziesz żyć - słyszę nagle jego głos i czuję jak delikatnie odsuwa się ode mnie i puszcza moją dłoń. Otwieram oczy i napotykam jego spojrzenie. Widzę zmieszanie w jego oczach i wiem, że w moich może dostrzec tylko zawód.
- Dokończę sałatkę, a ty weź kieliszki i usiądź na kanapie. Sprawdź może leci coś ciekawego w telewizji. - idę w kierunku kanapy z mętlikiem w głowie. Nikt nigdy nie wywoływał u mnie takich uczuć i nie traktował mnie w taki sposób. Bezmyślnie latam po kanałach i trafiam na Świat według Bundych. Zaczynam oglądać i na chwilę tracę kontakt z rzeczywistością. Nawet nie wiem kiedy usiadł obok mnie na kanapie i nalał wino do kieliszków. Biorę jeden z nich i unoszą w geście toastu.
- Za ciebie, oby spełniły się wszystkie twoje marzenia. - stukamy się kieliszkami. Następnie nakładam po porcji sałatki na nasze talerze i śladem Daniela wygodnie rozsiadam się na jego kanapie.

Kilka godzin późnej

Przeciągam się i powoli otwieram oczy, dobiega do mnie szum telewizora i światło zapalone w kuchni. Gdzie jestem? Czuję czyjąś rękę na ramieniu. Zaraz przecież na kimś leżę, odwracam głowę i widzę Daniela śpiącego obok. Lekko się przeciąga i  przyciska bardziej do piersi, mamrocząc coś niezrozumiale. Nadal jest ciemno, to dobrze, ale pewnie jest środek nocy. Sięgam po telefon, jest 2:49 i mam 7 nieodebranych połączeń od Alice, Maddie i mamy. Muszę wracać do domu. Niechętnie zdejmuję z siebie rękę Daniela i wstaję z kanapy. Idę w kierunku drzwi i schylam się, żeby założyć buty.
- Która godzina? - słyszę jego głos.
- Dobija trzecia.
- Odwiozę cię.
- Nie trzeba, ochroniarz czeka cały czas na dole.
- Racja. - widzę jak wstaje z kanapy i idzie w moim kierunku.
- Nie - słyszę swój głos.- Lepiej skończyć to zanim się zaczęło. Dobranoc. - odwracam się,  otwieram drzwi i szybkim krokiem opuszczam jego mieszkanie.

Komentarze

Popularne posty